Zachęcona przez moich czytelników i z niemałymi wyrzutami sumienia po zaniedbaniu bloga, wracam z nowym wpisem, który jednak mało z Chinami, a raczej z Polską ma wspólnego.
Po niemal roku pobytu u Chińczyków, wróciłam do Polski– do domu, do ojczyzny, do kraju, który zawsze jest piekniejszy kiedy się do niego wraca niż kiedy się z niego wyjeżdża (a tak przynajmniej do tej pory było). Nigdy nie narzekałam na Polskę, a mój wyjazd był raczej podyktowany moją ciekawością świata i skierowaniem mojego życia na inne tory, niż chęcią ucieczki od tej „polskiej beznadziejności” o której tyle ludzi mówi. Przez te 10 m-cy pobytu na obczyźnie, moja miłość i duma z naszego kraju wzrosły po stokroć. Nie to że Chińczycy tak Polskę rozpoznają....Wręcz jest zupełnie na odwrót – Chińczycy o Polsce prawie nigdy nie słyszeli...Ale w Chinach spotkać można nie tylko Chińczyków a cała masę różnych „rozbitków” z całego świata. Zwłaszcza w Guangzhou zdałam sobie sprawę, że wielu moich kolegów – głównie z Wlk. Brytanii czy Włoch szukało w Chinach tych szans jakich nie mogło odnaleźć w swoich pogrążonych z kryzysie krajach. Brytyjczycy cieszyli się, że mają zarobki, których nigdy by nie osiągnęli u siebie i to ucząc angielskiego – do czego nie potrzebne im żadne kwalifikacje a Włosi czy Hiszpanie cieszyli się z faktu, że w ogóle mają pracę....Wówczas zdałam sobie sprawę, że Polska to naprawdę taka „zielona wyspa” na mapie Europy, gdzie ludzie są szcześliwi, gospodarka się rozwija a perpektywy są obiecujące. Takie przekonanie umocniło sie we mnie również podczas pobytu w Szanghaju, głównie na fali nowej pracy i entuzjazmu płynącego od spotkanych ludzi, którzy słysząc „I’m from Poland” piali z reguły z zachwytu nad tym jak doskonale sobie radzimy z kryzysem....
Przyznam, że naprawdę uwierzyłam...Mało tego, z dumą mówiłam o Polsce. Dziś jestem w mojej dwódniowej podróży słóżbowej po Polsce i oczom nie wierzę.... Czy to ta Polska, którą widziałam na animacjach pokazywanych podczas forum inwestycyjnego w Szanghaju? Gdzie buduje się drogi, wnoszą się wieżowce, ludzie są przyjaźni a miliardy euro zasilają gospodarkę... Obrazy, którymi prezydent zachęcał Chińczyków do inwestowania w naszym kraju, mają sie nijak do rzeczywistości (no może oprócz tych miliardów z Unii, które zasilają, ale nie gospodarkę o instytucje państwowe, których celem jest ich wydanie...jak... to już mało istotne).
A może to tylko Wrocław i imponujący stadiom i obwodnica na Maślicach, które po roku nieobecności w domu robią wrażenie....Bo reszta Polski – a na pewno ta północna mnie nieco pogrążyła....Wystarczy przejechac się koleją i spędzić kilka godzin na dworcu (-ach), żeby nie tylko nie zauważyć tego niesamowitego rozwoju, ale poczuć się jakby czas cofnął się o 20 lat. O sytuacji na koleji mówi się od dawna, ale że jest tak tragicznie – i to na kilka miesięcy przed EURO 2012...Tylko dziś musiałam kłócić się trzy razy w okienkach do kasy i udawadniać Paniom tam siedzącym, że jest takie połączenie o którym mówię. Nie wspominając już o czasie jaki spędziłam w podróży z Gdańska do Szczecina (byłabym już w połowie drogi do Szanghaju), obskurnych, brudnych dworcach bez toalet i niemiłej, niedoinformowanej obsłudze. Widziałam ludzi – obcokrajowców, którzy przyjechali do Polski i bez skutecznie usiłowali dowiedzieć się czegoś w kasach. Prze myśl przeszło mi, że choć czasem bardzo frustrująco, to naprawdę wygląda na to, że łatwiej jest kupić bilet na dworcu w Chinach....
Dodatkowo w pociągu którym jechałam, musiałam dokupić bilet tylko dlatego że różne spółki kolejowe funkcjonujące w naszym kraju nie współpracują ze sobą. I lot samoletem niczego nie ułatwia bo połączenie Szczecin – Wrocław trwałby ....17 godzin – z międzylądowaniem w Warszawie....
Konkludując, sprawniej poruszać się po Chinach, które są większe niż cała Europa... A szkoda, bo naprawde tracimy na tym wszyscy, i z punktu widzenia gospodarki i naszego osobistego komfortu...